Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Politechnika Łódzka Uniwersytet Medyczny w Łodzi Uniwerytet Łódzki

Wojciech Czajkowski

W dniu 5 listopada 2013 roku uczennice konstantynowskiego LO Angelika Falborska i Klaudia Stoińska przeprowadziły kolejny wywiad z absolwentem liceum - profesorem dr hab. inż. Wojciechem Czajkowskim, emerytowanym pracownikiem Wydziału Chemicznego Politechniki Łódzkiej. Oto nasza szkoła we wspomnieniach pana profesora.

A.F.: W jakich latach był Pan uczniem liceum?
W.Cz.: Mój rocznik był drugi z kolei czyli były to lata 55-59, Wtedy nauka w liceum trwała cztery lata.

A.F.: A gdzie się wtedy mieścił budynek szkoły?
W.Cz.:
Szkoła znajdowała się przy ul. Łódzkiej w siedzibie obecnego gimnazjum ,gdzie wtedy mieściła się Szkoła Podstawowa Nr 3 . Najpierw wydzielono dwie klasy na końcu korytarza, potem jak się pojawiały kolejne roczniki, cały korytarz został przeznaczony na potrzeby liceum. Klasy nie były duże razem ze mną maturę ukończyło chyba dwanaście osób.
K.S.: Jak ten czas zapisał się Panu w pamięci?
W.Cz.: Liceum to bardzo przyjemny okres życia. Przede wszystkim jest się młodym, ma się ochotę na wiele rzeczy, na poznawanie świata, poznawanie ludzi. Tak, że bardzo miło wspominam ten okres.
A.F.: Jakie zdarzenie na Pana twarzy od razu przywołuje uśmiech?

W.Cz.: Musicie mi to wybaczyć było to sześćdziesiąt lat temu, więc już się wszystkich wydarzeń nie pamięta.
K.S.: Takie jedno, które wspomina Pan ze znajomymi?

W.Cz.: Wspominamy nauczycieli, bo pracowało wtedy kilka wyróżniających się osobistości. Chociażby matematyk pan Prokop, którego potem wspominało jeszcze kilka pokoleń uczniów. Człowiek który wkładał dużo pasji w to co robił. Zadania jakie były w książce z kolejnych działów robiliśmy w dwa dni, a potem przez kolejne dni trzeba było się zgłosić do pokoju nauczycielskiego po karteczkę z następnymi zadaniami. Więc najpierw odrabiało się matematykę, a dopiero potem resztę lekcji. Ale muszę powiedzieć, że to była bardzo dobra szkoła zwłaszcza dla osób, które miały zainteresowania techniczne. Ja później, na uczelni technicznej nie miałem żadnych problemów z matematyką – nauczyła mnie logicznego myślenia. Bardzo dobrze wspominam też swojego anglistę pana Stodołkiewicza, bo dzięki niemu nauczyłem się dość dobrze języka angielskiego już w liceum , co było dużym plusem. To był nauczyciel, który miał dobre podejście i stosował zasadę indywidualnej pracy z uczniem. Widział, że dobrze sobie radzę z angielskim, więc przynosił mi różne książeczki żebym przeczytał sobie w domu, a potem miałem ich treść opowiedzieć. Kolejną bardzo ciekawą osobą był nasz dyrektor pan Szczygielski. Był to jeszcze okres stalinizmu, a jak mówiono został on „karnie oddelegowany” do liceum w Konstantynowie za swoje przekonania. Później po mojej maturze wrócił do Łodzi. Był to nauczyciel, który mimo indoktrynacji partyjnej potrafił w nas wyrobić przekonanie, że jeżeli nawet nie podzielamy ideologii jaka wtedy panowała, to praca dla kraju stanowi nasz obowiązek patriotyczny .
K.S: Jak wtedy wyglądały kryteria naboru do liceum?
W.Cz. :
Kryteria naboru… trudno mi powiedzieć. Podstawówka do której chodziłem, to była szkoła nr.3. Naukę zaczynałem w szkole nr 1 która mieściła się na rogu dzisiejszej ulicy Moniuszki i Jana Pawła II. W momencie kiedy wybudowano nową szkołę nr.3, przeniosłem się do niej ponieważ miałem trochę bliżej, a dochodziłem z dość daleka (Rszewek, obecnie koniec ul. Zgierskiej). Do liceum nie było żadnego naboru. Kończyło się szkołę podstawową i kto był chętny ten po prostu się zapisywał. Więc naturalne było, że skoro skończyłem tę podstawówkę w siódmej klasie, a chciałem się dalej uczyć to po prostu zapisałem się. Było także wiele osób, które zapisały się z innych szkół oraz z okolicznych miejscowości.

A.F: A czy klasa była zgrana?
W.Cz.:
Bardzo zgrana, bardzo miła atmosfera w klasie. Klasa była mała.

K.S: Jak pan wspomina swojego wychowawcę?
W.Cz.:
Moim wychowawcą była pani Gruszczyńska, osoba dość wymagająca. Uczyła nas chemii i biologii. Dobrze ją wspominam, w każdym bądź razie nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. Spotkałem się zresztą z nią kiedyś po studiach i odbyliśmy miłą rozmowę.

A.F: Czy utrzymuje Pan dalej kontakt z członkami klasy?
W.Cz.:
Trochę ludzi się rozjechało po świecie. Nie spotykamy się w jakiś zorganizowany sposób. Ostatnie nasze spotkanie było przy okazji pięćdziesięciolecia liceum. Spotkaliśmy się razem na oficjalnych obchodach, a potem już w węższym gronie. Kilkoro moich dawnych kolegów ze szkoły mieszka nadal w Konstantynowie i okolicach.

K.S.: Czy była wtedy studniówka?
W.Cz.: Oczywiście, że była!

K.S:   Jak wyglądała?
W.Cz. : Podobnie jak i teraz. Z tym, że teraz odbywa się to zwykle w wynajętych lokalach, a my studniówkę mieliśmy na sali gimnastycznej w szkole. Było nas niewielu więc byliśmy tylko my, nauczyciele plus zaproszeni koledzy z młodszej klasy i absolwenci . Taki był zwyczaj, że zapraszało się zawsze tych, którzy rok wcześniej ukończyli szkołę , żeby jakoś podtrzymywać te więzi

A.F: Jak wyglądało w tamtych latach życie szkoły? Czy były organizowane konkursy, uroczystości?
W.Cz.: To znaczy… może to trochę śmieszna sprawa, ale to był obowiązek ; każdego dnia zaczynało się od apelu na korytarzu i przemarszu sztandaru szkoły, po czym wszyscy rozchodzili się do klas na lekcje. To się zmieniło po 1956 roku. Później nawet mieliśmy lekcje religii- uczyłem się tego przedmiotu przez ostatnie dwa lata szkoły Prowadził je bardzo miły ksiądz Kerner, znający hebrajski i łacinę i jeszcze wiele innych języków . Poza tym, cóż atrakcji specjalnych nie było, nie było Internetu, a telewizja?- był tylko jeden program telewizyjny, czarno-biały i w dodatku nie wszyscy mieli odbiorniki telewizyjne. Jedną z niewielu rozrywek były zawody sportowe. Zwłaszcza jeśli chodzi o piłkę ręczną, której poziom był bardzo wysoki dzięki panu Szklennikowi – nauczycielowi wf-u. Był on pasjonatem, poświęcał nam masę czasu poza lekcjami . Reprezentacja szkoły w piłce ręcznej odnosiła sukcesy na skalę krajową. Szereg moich kolegów z młodszych klas grało w lidze krajowej w drużynie Anilany Łódź, a niektórzy nawet w reprezentacji kraju.

K.S: Czy nauczyciele, którzy uczyli Pana jakoś wpłynęli na to w jakim kierunku dalej się Pan kształcił?
W.Cz.:
Tak. Nawet nosiłem się z myślą, żeby iść na filologię angielską, ale wtedy nie było żadnych perspektyw pracy po anglistyce ,poza ewentualną pracą w szkole. Moja wychowawczyni była chemiczką i to może też troszeczkę wpłynęło na moje zainteresowania. Zresztą wtedy modne były takie hasła, że polska chemia to przyszłość, więc uznałem, ze łatwiej będzie znaleźć pracę . Pracę ciekawą, polegającą na prowadzeniu badań, eksperymentów i doświadczeń. Dlatego poszedłem na chemię.
K.S: Czy chciałby Pan dodać od siebie kilka słów o liceum?
W.Cz.:
Przede wszystkim cieszę się, że to liceum nadal istnieje. Uważam, że liceum jest bardzo miastu potrzebne, ponieważ daje podstawy szerszej wiedzy, uczy trochę innego spojrzenia na świat, no i kształci lokalne elity. Bardzo mile wspominam czasy liceum, zwłaszcza dlatego, że byliśmy młodsi o te pięćdziesiąt parę lat.

Prognoza pogody dla miasta:

.