Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Politechnika Łódzka Uniwersytet Medyczny w Łodzi Uniwerytet Łódzki

Andrzej Owczarek

Wywiad z doktorem Andrzejem Owczarkiem

K.S: W jakich latach był Pan uczniem LO?
dr. O: Do naszego LO uczęszczałem w latach 1973 -77

K.S: Jak ten czas zapisał się w Pańskiej pamięci?
dr. O: Wspaniale, bo jeżeli po 36 latach mam to oceniać, to rzeczywiście były to wspaniałe i beztroskie chwile, kiedy człowiek poznawał świat, kolegów i przyjaciół, natomiast nie miał tylu zobowiązań z jakimi się wiąże praca, obowiązki społeczne, rodzicielskie i inne.

K.S: Jakie zdarzenie z tamtych czasów wywołuje do dziś Pański uśmiech?
dr. O: Myślę, że mimo iż chodziłem do klasy biologiczno-chemicznej, to byliśmy bardzo oczytani i chłonęliśmy również literaturę piękną. Oczywiście, jak była wizytacja na lekcjach języka polskiego, to również na lekcji klasy biologiczno- chemicznej. Moja  Pani profesor Franciszka Maślenik miała taki zwyczaj, że jak startowała nowa lektura to najpierw było pytanie: ”Kto nie przeczytał” jeśli ktoś się przyznał bez bicia otrzymywał ocenę niedostateczna, a potem była losowa łapanka z fabuły danej lektury i jeśli z tego wyniknęło, że ktoś nie przeczytał tej książki to dostawał dwie oceny niedostateczne.

K.S: Jakie były wtedy kryteria naboru do naszego LO?
dr. O: Musze powiedzieć, że nawet nie pamiętam, ale do nauki się przykładałem. Łatwo mi to przychodziło i byłem prymusem, więc prawdopodobnie dostałem się tylko na podstawie ocen otrzymanych na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej.

K.S: Który z nauczycieli najbardziej zapisał się w Pana pamięci?
dr. O: Kiedy szedłem do liceum, to z decyzją, że moim kierunkiem studiów będzie medycyna, wybrałem zatem klasę o profilu biologiczno-chemicznym. Najbardziej jestem wdzięczny pani prof. Zofii Pająk, ponieważ nauczyła nas studiować. Wyglądało to w ten sposób, że my nie realizowaliśmy jakiegoś podręcznika z biologii tylko jeździliśmy do uniwersyteckich bibliotek wypożyczać książki i był do przygotowania temat z książki. Jak ja poszedłem na medycynę i miałem na następny dzień przygotować 200 stron to była dla mnie pestka, bo wiedziałem jak się do tego zabrać.

K.S: Czy klasa, do której Pan uczęszczał była zgrana?
dr. O: Trudno powiedzieć, że zgrana. Jako lekarz, spotykam się codziennie z dawnymi kolegami z mojego liceum, kolegami, którzy zostali w Konstantynowie.

Wiem, że są klasy, które ukończyły to liceum wcześniej niż ja, a spotykają się do dziś. Natomiast , my niestety w całości nigdy się nie spotkaliśmy. Myślę, że w czasach liceum była to zgrana klasa- razem się uczyliśmy i razem również spędzaliśmy wolny czas. To znaczy, że jeśli ja byłem dobry z jakiegoś przedmiotu, a zbliżała się klasówka, to spotykaliśmy się w parę osób u kogoś w domu i najpierw przygotowywaliśmy się do klasówki, a później graliśmy w szachy albo brydża, albo pokopaliśmy sobie piłkę. Po prostu ten czas był spędzany wspólnie. To były zupełnie inne czasy –ja tu nie chcę nikogo obrażać- ale, kiedy patrzę na współczesnych młodych ludzi, to widzę tylko snobów i ciągły wyścig szczurów. Każdy ma słuchawki na uszach i jest jakby z innej planety. W ogóle go otoczenie nie obchodzi.

K.S: Jak wyglądała studniówka?
dr. O: Trudno mi porównać, ponieważ dawno nie byłem obserwatorem aktualnej studniówki. Moi maturzyści, czyli moi synowie mają około 30 lat, więc upłynął już szmat czasu .Nie mam zatem porównania. Kiedyś były bardzo sztywne kanony tej uroczystości, np. w przypadku mojej dziewczyny z czasów licealnych- obecnej żony. Była dwie klasy niżej, więc żeby mogła pójść ze mną na studniówkę, musiałem mieć zgodę dyrektora, jej wychowawczyni i mojej wychowawczyni, ponieważ zapraszanie osób młodszych na studniówkę nie było w zwyczaju.

K.S: A jak polonez?
dr. O: Oczywiście polonez musiał być. Były próby przed studniówką- wychodziło różnie.

K.S: Jak wyglądało wtedy życie szkoły? (np. obchody świąt, wycieczki, konkursy, wigilie etc.)
dr. O: Muszę powiedzieć, że z mojego czasu nauki w liceum najmilej wspominam dyskoteki, ponieważ my byliśmy chętni do organizacji różnych przedsięwzięć. Były wycieczki, oczywiście uroczyste akademie , był prężnie działający komitet uczniowski, w którym również działałem. Teraz po latach najlepiej wspominam te dyskoteki. Wyglądało to w ten sposób, że co tydzień inna klasa była organizatorem dyskoteki, ale wszyscy inni uczniowie, jeśli mieli ochotę, mogli na tę dyskotekę iść. Z czasem zrobiło się to tak popularne, że nie była to dyskoteka klasowa tylko szkolna- na Sali gimnastycznej. Również na jednej z takich dyskotek poznałem dziewczynę, która jest moją żoną.

K.S: Czy chciałby Pan dodać kilka słów od siebie?
dr. O: Jestem patriotą i to dotyczy nie tylko naszej ojczyzny, Polski. Jestem też patriotą lokalnym, dlatego chodziłem do szkół wyłącznie konstantynowskich. Zawsze się śmieję,, że do liceum chodziłem przez dziurę w płocie. Ponieważ mieszkałem na ulicy Sucharskiego, a liceum znajdowało się na ulicy Sadowej bliżej do szkoły było przez dziurę w ogrodzeniu, a nie „na około”- by wejść drzwiami od ulicy. Pewnie również w życiu trzeba mieć szczęście i ja miałem takie szczęście, że trafiłem na bardzo dobry zespół profesorów, który potrafił nas przygotować nie tylko do matury, ale i do studiów.
Klaudia Stoińska.

Prognoza pogody dla miasta:

.