Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Liceum Ogólnokształcące w Konstantynowie Łódzkim Politechnika Łódzka Uniwersytet Medyczny w Łodzi Uniwerytet Łódzki

Dariusz Fisiak

Z absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego Prymasa 1000-lecia w Konstantynowie Łódzkim - doktorem Dariuszem Fisiakiem, specjalistą chirurgii ogólnej rozmawiają uczniowie Liceum, Edyta Gławenda i Kamil Węziak.

Kiedy uczęszczał pan do naszego liceum?
- Straszne pytanie, nie przygotowałem się, ale to już chyba 30 lat minęło.
A pamięta pan, kto był Pana wychowawcą?
- Pani Górczyńska i przez pewien okres pani Effenberg.
Jakich przedmiotów uczyli pana wychowawcy?
- Pani Górczyńska - fizyki, a pani Effenberg - języka rosyjskiego. To był okres, kiedy jeszcze pan Ryszard Prokop - postrach wszystkich licealistów był matematykiem.
A jakie było kryterium naboru do liceum?
- Chyba szczera chęć, nie pamiętam. Może był jakiś konkurs świadectw też, ale wydaje mi się, że nie było jakichś kłopotów - kto chciał chodzić do liceum, to chodził.
A jakie zdarzenie z czasów szkolnych wywołuje na Pana twarzy uśmiech?
- Jest kilka, ale nie nadają się do powtórzenia i do opowiadania. Szczerze - nie nadają się,nie, nie.
A nauczyciele? Byli tacy, których uczniowie darzyli szczególną sympatią lub też tacy niezwykle wymagający?
- Większość była surowa oczywiście. Nie wiem jak teraz jest w szkołach, ale wtedy to byliśmy krótko trzymani. Był system kar. Na szczęście panią Górczyńską do tej pory pamiętam, jako wychowawczynię, która nie potrafiła nikogo skrzywdzić, a jeśli nawet musiała, było to dla niej przykre. Teraz zresztą myślę, iż poskromić nastolatków inaczej nie można niż systemem kar i nagród.
Czy klasa była według pana zgrana?
- Też trudne pytanie, tym bardziej, iż wiem, że moje koleżanki już były przede mną tutaj u was. Do tej pory klasa utrzymuje kontakt ze sobą, może rzadko, ale utrzymuje. Waśni po latach absolutnie żadnych nie ma, wszyscy się do siebie odzywają. Myślę że to bardzo ważne. Znam klasy, w których nikt z nikim nie utrzymuje żadnych kontaktów. Mieszkamy w niedużym mieście i parę osób jeszcze tu zostało, kontaktujemy się, zatem rzadko, ale regularnie.
Сzy były organizowane jakieś uroczystości, wycieczki, wyjścia do kin oraz teatrów?
- To był okres, kiedy wyjścia do kin, teatrów, wyjazdy to była normalna rzecz w szkole. Wyjścia takie zawsze były organizowane przez samorząd, bądź nauczycieli, a i biura turystyczne też nakłaniały wszystkich do korzystania z ich oferty. Nie wiem jak to teraz się praktykuje, ale wtedy normalną rzeczą było, że wszyscy jechali, co najmniej raz lub dwa razy w roku na dużą szkolną wycieczkę. Oprócz tego wyjścia do teatrów, czy do kin łódzkich. Wtedy ceny były nieporównywalnie niższe. Pamiętam, że ceny biletów kinowych i teatralnych to były wręcz symboliczne kwoty w porównaniu z tym, co teraz sobie te instytucje życzą. Kiedyś były jeszcze kampanie rolnicze np. kopanie buraków. Kiedyś były całe dnie poświęcona na tego typu rzeczy.
Czy jest jakieś interesujące zdarzenie z tamtych lat, które szczególnie zapadło Panu w pamięć?
- Zawieszali nas parę razy w prawach ucznia. Nie wiem czy to się nadaje do powtórzenia, ale przeprowadzaliśmy cyklicznie zbiorowe wagary i wspólny dzień wagarowicza - wtedy to cała szkoła uciekała. Dzień przebierańców był jeszcze, też cała szkoła biegała jak zwariowana. Przy okazji wysmarowaliśmy się cali. Pamiętam któregoś roku, zabrudziliśmy wszystko na czarno, a potem poszliśmy się kąpać w południe do kolegi z klasy, który mieszkał w bloku obok. No, całe mieszkanie miał załatwione, pamiętam. Zresztą przy pierwszym bloku był płot, a w płocie wycinana regularnie dziura. W tym bloku mieszkałem ja i Marcin Rajszel i chyba jeszcze któryś z kolegów - było gdzie iść. W końcu po latach zrobili wreszcie furtkę i już tej dziury nie wycinano.
A z którymi kolegami z klasy ma Pan do dziś najlepszy kontakt?
- Dwóch kolegów miałem takich najlepszych, to był Marcin Rajszel i Tomek Danielewski. Widujemy się od czasu do czasu.
Jak wyglądała wówczas studniówka?
- Duża sala gimnastyczna, oczywiście był ten nieszczęsny polonez. Dużo rozgrywek, które się działy poza dekoracjami, nauczyciele ganiający i szukający nas gdzie jesteśmy - jak zawsze, drugie życie toczące się w szatni. Tak pamiętam studniówkę.
Czy to liceum pomogło panu później?
- Tak, nie mieliśmy najmniejszych problemów z dostaniem się na studia, na które chcieliśmy. Oczywiście pod warunkiem, że trzeba było się uczyć, ale to jak wszędzie.
Czy chciałaby Pani coś jeszcze od siebie dodać, a może coś przekazać obecnym uczniom?
- Uczcie się [śmiech]. Bez tego się nic nie da zrobić, chyba, że ktoś ma pomysł na jakiś biznes, gdzie nie trzeba wiele wiedzieć, tylko mieś dobry pomysł. No i kasę na początek.

Prognoza pogody dla miasta:

.